Wczasy pod gruszą

Właśnie mówili o tym w radiu. Mniej więcej połowa Polaków nie wyjeżdża na wakacje. Dlaczego? Wiadomo, bo mają za mało pieniędzy, nie mają urlopu, brakuje pomysłu albo boją się dalekich wyjazdów. Nie zdążyli wyrobić paszportu albo zamierzają zrobić remont w domu. Słucham tego i myślę sobie, że przecież „siedząc” w domu też można mieć super wakacje. Nie musisz sączyć drinka pod palmą, żeby wypocząć. Nie musisz moczyć stóp w polskim morzu, żeby móc się pochwalić, że byłeś na wakacjach. Wakacje to stan umysłu.

Myślicie – finanse. Jasne, za darmo nic nie ma. Ale takie wakacje nie muszą dużo kosztować, ot tyle, co paliwo i bilety wstępu, ewentualnie jeszcze kazimierski kogut na drugie śniadanie czy swojski obiad w skansenie. Magnes na lodówkę. Lody o smaku pokrzywowym. To dużo?

Już kilka tygodni temu wiedziałam, że w wakacje nigdzie nie wyjedziemy. Tzn. nie wyjedziemy nigdzie dalej, tak, jak lubimy. Najwyżej spędzimy ten czas w domu albo na budowie. Jedynie siedzenia w domu z dziećmi chorymi na ospę nie przewidzieliśmy 😉 I wtedy, te kilka tygodni temu pomyślałam, że wciąż brakuje czasu na zwiedzanie Polski. Tyle jest do zobaczenia, więc… może teraz? Zrobiłam listę miejsc, które chcę w wakacje odwiedzić. To była taka lista okolicznych atrakcji, które bardzo lubię a dawno nie byłam albo chciałabym zobaczyć po raz pierwszy. Miejsc, które znajdują się w niedalekiej okolicy od domu naszego albo dziadków. Przypięłam listę magnesem na lodówce. I zaplanowałam.

Pewnie zastanawiacie się, co na tej liście wpisałam. Otóż to, co w zasięgu ręki. Sandomierz. Krzyżtopór. Kazimierz Dolny. Skansen w Lublinie. Kruszyniany. Białowieża. Park Arkadia. Malowana wieś Zalipie. Śląsk u znajomych. Większość w odległości ok 100 km od miejsca wypadowego. Akurat tyle, żeby pojechać na jeden, dwa dni i wrócić. Mniejszość jeszcze przed nami 😉

I wiecie co? Byłam w tym roku już dwa razy na urlopie, takim niby prawdziwym, daleko od domu, w innym klimacie. Ale teraz, podczas dwóch ostatnich tygodni zwiedzania tych pięknych okolicznych miejsc, odwiedzania rodziny, bycia razem odpoczęłam lepiej. Pełniej. Wyspałam się. Opaliłam. Wyluzowałam tak, że bałam się, że w poniedziałek zapomnę wrócić do pracy. Zresztą, sami zobaczcie 😉

 

Lubelszczyzna, Podgórz, Skarpa Dobrska – przepiękne miejsce, z widokiem na przełom Wisły, Janowiec, a przy dobrej pogodzie, na Góry Świętokrzyskie. To rezerwat przyrody, miejsce, gdzie zapachy wprost odurzają intensywnością.

znajdź w tle zamek w Janowcu 🙂

Kąpiel u podnóża Skarpy Dobrskiej, w zimnej Chodelce. Dzieci stopniowo pozbywały się poszczególnych sztuk odzieży, chłód wody im nie przeszkadzał a setki małych rybek zachęcały do nurkowania.
długa sukienka to nie był dobry pomysł

 

Lubelskie. Męćmierz. I znowu wspaniałe widoki, od których ciężko się oderwać.

 

Lubelskie. Kazimierz Dolny. Czy komuś trzeba go reklamować?

 

Lubelskie. Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie. Całego nie udało nam się zwiedzić. Jest pretekst, żeby pojechać tam raz jeszcze.

 

Świętokrzyskie. Sandomierz

 

Świętokrzyskie. Krzyżtopór. okien miał tyle, ile dni w roku, pokoi tyle, ile tygodni; sal wielkich tyle, ile miesięcy, a cztery narożne jego baszty odpowiadały liczbie kwartałów”. Podobno. To najładniejsze ruiny, jakie zdarzyło mi się w Polsce widzieć.

 

Lubelskie. Karczmiska. Nadwiślańska Kolejka Wąskotorowa. Spodziewałam się samych odkrytych wagoników, jak w Bieszczadach, ale niestety było ich tylko dwa czy trzy a chętnych kilka razy więcej. Wsiedliśmy w kryty wagonik z lekko uchylanymi lufcikami, ale przy ponad 30 stopniach podróż dała nam trochę w kość i w połowie wysiedliśmy. Wolałam przywieźć do domu dzieci, nie zapiekanki 😉

 

Mazowieckie. Liw. Zamek Książąt Mazowieckich. Zbrojownia.

 

Mazowieckie. Pałac w Korczewie. A potem szybki skok na prom na Bugu i jesteśmy w Drohiczynie. Prom napędzany ruchem rąk!

 

Podlaskie. Ziołowy Zakątek w Korycinach. Miejsce tak wyjątkowe, że planuję napisać o nim osobny wpis. Chcę tam wrócić choćby jutro.

 

Podlaskie. Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu. Malutki, ale bardzo przyjemny skansen, zwłaszcza w okresie, kiedy kwitną malwy.

 

Podlaskie. Igi stoi dokładnie na środku Bugu. Spacerowaliśmy środkiem rzeki, woda sięgała maksymalnie do bioder.

znajdź Ignasia 😉
dobrze mi, co?
czekamy na brzegu na 360 kajaków, które miały przypłynąć z Drohiczyna. Ale to czekanie jest taakie męczące
a jednak udało się rozbudzić śpiocha

dziecięce skarby
paznokcie szczęśliwego dziecka, spędzającego wakacje na wsi 😉
bezdrożami, przez pola, z wiatrem we włosach