Poradnik podróżującego rodzica

Całkiem niedawno napisałam o podróżowaniu z dwulatkiem (KLIK). Tak, to było niby tak niedawno, a już mam w domu kolejnego dwulatka, z którym śmigam po świecie. I wciąż uważam, że to wspaniała przygoda i dla rodzica, i dla dziecka. A Ty jak myślisz? Reprezentujesz opcję odważną, ciekawą, żądną przygód? A może zapobiegawczo wolisz wyjechać na działkę do dziadków, bo obawiasz się, jak dziecko zachowa się podczas podróży? A może już gdzieś byłaś / byłeś i masz złe wspomnienia? Właśnie dla Ciebie napisałam mini-poradnik podróżującego rodzica, pisany moimi własnymi doświadczeniami. Przeczytaj, zaplanuj, wyjedź i korzystaj, a jeśli udostępnisz dalej to będzie mi bardzo, bardzo miło.

Koszt. Tym wpisem nie namawiam nikogo do wydawania wielkich pieniędzy na biura podróży, broń Boże! Zdaję sobie sprawę, że wielu osób na to nie stać. Ja po prostu wiem, z doświadczenia, że na własną rękę można zaplanować super wyjazd, a do tego niewielkim kosztem. Rok temu pierwszy raz wyjechaliśmy na urlop z przyczepą campingową (KLIK), był też jeden namiot, który wśród dzieci cieszył się największym zainteresowaniem i każdy chciał w nim spać, nie było prądu, bieżącej wody i toalety. A mimo to było wspaniale i mój starszy syn wspomina o tym wyjeździe pytając, kiedy znowu wyjedziemy.
Jeśli marzy się Wam wyjazd zagraniczny to szukajcie ofert na własną rękę albo wybierajcie urlop z biura poza sezonem, czy też, innymi słowy, w sezonie emeryckim. My właśnie wróciliśmy z Cypru, który w marcu jest już bardzo ciepły, zielony (bo potem już cała roślinność jest wypalona słońcem), tani, a do tego jest pusty i cichy.
Kilkugodzinny spacer po Pafos, najciekawsze były pączki maków i kamyczki

Bagaż. Zawsze bierzemy minimum z minimum. Pieluchy, słoiczki z jedzeniem kupisz wszędzie, więc nie bierz ich zbyt dużo, dosłownie tyle, żeby wystarczyło na jakieś dwa dni pobytu. Nie bierz za dużo ubrań, a na miejscu zrób małą przepierkę albo kup nowe, jeśli zajdzie taka potrzeba (u nas na szczęście nigdy, ale często się tym pocieszam, że jak mi zabraknie skarpetek to po prostu nabędę nowe). Ubrania zapakuj ciemniejsze albo we wzorki, nie trzeba będzie się tak często przebierać (plama po lodzie będzie mniej widoczna niż na białym t-shircie). Jeden płyn do kąpieli i mycia włosów 2 w 1 z pompką dla całej rodziny nam zawsze wystarcza, zabieramy też jedną pastę do zębów (dla dzieci), a to, co niepotrzebne na koniec wyrzucamy w to miejsce pakując pamiątki (u mnie ostatnio to najczęściej jest oliwa, no i magnes, obowiązkowo). Oczywiście chodzi mi o wyrzucanie np. prawie pustych pojemników po kosmetykach, porwanych ubrań itp.

W torbie podręcznej zawsze, ale to zawsze miej zapas pieluszek i chusteczek, ubranie na przebranie i na zmianę pogody, picie, przekąski. Zapasowe baterie / akumulatorek do aparatu i dodatkową kartę pamięci. Czapkę z daszkiem albo kapelusz, coś do odkażania zdartego kolana i jakąś zabawkę. Pewnie niejedna dobrze zaplanowana wycieczka spaliła na panewce już po godzinie przez brak dodatkowej bluzy przy załamaniu pogody albo nerwowe poszukiwanie sklepu z wodą do picia.
Mamo, jestem Tatuażem Wolności (czyt. Statuą Wolności). Odczaruj mnie!

Podróż. Najlepiej jak najkrótsza, ale jeśli się nie da to wybierz porę spania. Do torby zapakuj zabawki, które chociaż na chwilę wciągną w zabawę. Książki, które lubią i takie, których jeszcze nie oglądali a wiesz, że się spodobają. Kredki i blok do rysowania lub kolorowankę (u mnie hitem ostatniego wyjazdu jest kolorowanka wodna wielokrotnego użytku z Melissa& Doug). Zestaw gier. Albo ratujący życie tablet z bajkami. Jeśli jedziecie samochodem możecie bawić się w różne zgadywanki. Kilka z nich wymieniła Ania u siebie na blogu, ostatnio z nich chętnie korzystam przy kilkugodzinnej drodze do dziadków- KLIK, np. zgadywanie kolorów mijających nas aut, liczenie krów na pastwisku czy zgadywanki, co w samochodzie jest koloru zielonego.
I chociaż raz skorzystajcie z pociągu, dziecko będzie zachwycone.

samochód własny lub wypożyczony, wyprawa dżipami – wszystko się da zorganizować (tu wyprawa dżipem na La Gomerę)

Zwiedzanie. My wcale nie potrafimy siedzieć w miejscu na pupie. Nie dla nas leżaki przy basenie ani drinki z palemką. Zawsze aktywnie zwiedzamy okolicę, dużo spacerujemy, poznajemy lokalne knajpki, bazary, atrakcje w okolicy itp. Odkąd podróżujemy z dziećmi planujemy aktywność inaczej niż wcześniej, kiedy po prostu jechaliśmy przed siebie i planowaliśmy dzień rano przy śniadaniu, ale z niej nie rezygnujemy. Po pierwsze i najważniejsze to kwestia przyjęcia do wiadomości, że zwiedzanie z dzieckiem nie trwa dwa razy dłużej niż bez nich, według mnie trwa ze trzy, cztery razy dłużej. Jest to czas optymalny, żeby się za bardzo nie popędzać i nie denerwować brakiem czasu, bo tego na urlopie trzeba przecież unikać. Wybierz miejsca, które zainteresują i dorosłego i dziecko, według mnie muzea w większości odpadają. Wybierz piękne krajobrazowo miejsca, ruiny albo zamki itp. i stwórz historię o królu i rycerzach. W wąskich uliczkach włoskiego miasta szukajcie kotów i liczcie czerwone skutery. Połowa sukcesu to kreatywne podejście rodzica.
Wiele takich miejsc jest otwartych na dziecięce potrzeby, niedaleko są małe placyki zabaw, z których polecam korzystać dla równowagi między zwiedzaniem a zabawą.
 Zawsze miej z tyłu głowy plan B, C a nawet D, bo z dziećmi planowanie często nie wychodzi. Nie wyszło zwiedzanie Dino-Parku to pojedźcie na wydmy albo do Oceanarium. Przy Słonym Jeziorze dzieci zasnęły w aucie to pojedźcie na dłużej do Pafos itp. Zawsze też bierz pod uwagę nagły powrót do domu czy hotelu.
Jak zwiedzać?  W wózku, nosidełku, u taty na ramionach, na nóżkach. Dowolnie, byle z uśmiechem.
 

 Nauka. Dzieci uczą się przez obserwację. W tym roku pierwszy raz zobaczyłam, jak bardzo Franek jest zafascynowany różnicami językowymi na świecie, lokalną przyrodą. Cieszę się, że mam możliwość pokazania mu jak słona jest woda w morzu, jak wygląda meduza, palma, wulkan. To taka domowa edukacja, która przemówi do dziecka bardziej niż wiedza wtłaczana z książek.

Ruiny w Pafos / Cypr

 Rodzicom też się coś należy. Znacie te teksty: „dzieciom jest najlepiej w domu”, „dzieci i tak nic nie zapamiętają”. Takie argumenty mnie osłabiają. Co z tego, że nie zapamiętają? A muszą? Dzieciom jest dobrze wszędzie tam, gdzie jest przyjemnie, są rodzice, są kamyczki do rzucania i piasek do przesiewania, woda do chlapania. I lody na patyku. I gofry z bitą śmietaną. Gdzie rodzice odpuszczają i na śniadanie pozwalają codziennie jeść tosty z nutellą albo słodkie płatki bez mleka. A sami rodzice? Odpoczywają w pięknej scenerii, nie muszą sprzątać, gotować, zanurzą stopy w ciepłym morzu i wrócą do domu z pięknie opaloną skórą, więc czego chcieć więcej? Czy wszystko musimy robić tylko dla dzieci?

Gdzie mieszkać. W hotelu, w namiocie, w camperze, w wynajętym mieszkaniu. Możliwości jest wiele. Kiedy w dawnych czasach jeździliśmy z moim mężem po świecie widziałam rodziny z dziećmi w najróżniejszych zakątkach globu, do których nie dociera żadne biuro turystyczne. Jeździli samochodem wypakowanym po sam dach, z namiotem, busem przerobionym na campera. Dzieci, które wybiegały z aut na parkingu były szczęśliwe, zdrowe i… pewnie już zarażone chorobą podróżnika – głodem świata 😉

piasek, kamienie, czyli full opcja dla dzieci

Choroby. Tego się na pewno obawiasz. Wyjedziesz, a dziecko zachoruje. Też się tego zawsze boję, dlatego wyjeżdżam dobrze przygotowana (pewnie napiszę o tym oddzielny post). Już raz przerobiliśmy mocny kaszel i rotawirusa z wysoką gorączką u rocznego Franka, ale po pierwsze, miałam odpowiednie leki, po drugie w hotelu był lekarz, więc czułam się z tą świadomością bezpieczna. Dzieci chorują, różne przypadki zdarzają się wszędzie, ale wszędzie są też apteki i lekarze. Dlatego przed wyjazdem koniecznie wyrób sobie kartę EKUZ (jeśli jedziesz do UE) i wykup dodatkowe ubezpieczenie. Zresztą, według statystyk, najwięcej wypadków zdarza się w domu 😉