Nie dyskutuj z trzylatkiem

Żeby nie zapomnieć, nie zgubić zapisanych nimi karteczek…
Ci, co czytają fb to znają.  
Wpisy w odwrotnej kolejności, od najświeższych do najstarszych 🙂

Robimy bułeczki, Franio mi pomaga, zagniata ciasto, posypuje gotowe kuleczki ziarnami.
– Jak będę duży to będę piekarnikiem!

– Ignasiu, nie wolno! Tu jest zakaz, widzisz?! Jak jest zakaz to nie wolno wchodzić, to jest zakażenie!

– Tato, odpowiedz, proszę (tata nie słyszy). Mamo – mówi smutny – tata mi nie odmówił…

Franio polewa mrówki wodą.
– Co robisz, kochanie?
– Chciałem pomoczyć te robaczki, żeby nie idły dalej…

– Mamo, kto to jest Pan Robótka?
– To taki pan, który z prostych rzeczy robi ciekawe zabawki.
– I z krzywych też!

– Franiu, wytrzyj to, co się rozlało.
– Już wytrzyłem.

Franek kładzie się na kanapie i mówi:
– Jestem poleżony!

Ignaś: Wstajaj Nianiuś!
Franek: Nie! Nie wstawam!

Tata: Ignasiu, chodź, założę ci skarpetki, bo będziesz miał zimne stópki
Franio: Zima jest to musi być zimno…
– Ja chcę jeszcze długo oglądać tą bajkę!
– Jak długo?
– Kilo dziesięć!
– Mamo, wysłem
– Mówi się „wyszedłem”
– NIE! WYSŁEM!
– Ok…
-Wysłem to zdjęcie do komputera! – krzyczy pokazując na swój drewniany aparat fotograficzny

Młody drepcze za starszym bratem krok w krok. Teraz też podreptał za nim do pokoju. Jak zwykle, nie minęła chwila już słychać wściekły wrzask Franka i płacz Ignasia. Dzień jak co dzień. Ale z płaczu wnioskuję, że starszy brat się nie certolił tylko porządnie przyłożył młodszemu. Wchodzę do pokoju.
– Ja go nie uderzyłem! – krzyczy Franek wybiegając z pokoju
Ok, na wyjaśnienia przyjdzie czas za chwilę. Uspokajam młodszego, oglądam, ale obrażeń nie widzę. Kiedy sytuacja jest opanowana idę do starszego i pytam, co się stało.
– Ja go wcale nie ugryzłem!
Ha!
– A w co go wcale nie ugryzłeś?
– No, w daddy finger!

– Franiu, chodź, pogramy w prawdziwą piłkę
– Ale ja wolę w nanibą



Znacie kotarynki? Z tej piosenki „A ja w domu mam chomika, kotarynki oraz psa” 😉 To teraz Franek dał mi lepszą zagwozdkę. Co to jest NIZE? Pierwszego dnia próbowałam na różne sposoby i nic… Drugiego to samo. W końcu trzeciego słyszę jak sobie cichutko śpiewa podczas zabawy
– Hed, szołders, nize tołs… Mamo, co to jest NIZE?

– Franiu, nie można nikogo bić, nie wolno bić Ignasia! W naszym domu się nie bijemy…
– A na dworze, na ogródku, jak ciebie nie będzie to mogę?
– Franiu, nie. Nie wolno. W naszej rodzinie nie ma bicia. Jesteście jeszcze mali, nie chcę, żebyście się bili.
– A jak będę duży to będę mógł? Mamo, proszę proszę proszę, zgódź się!

– Franek! Ostatni raz proszę, żebyś umył zęby. Jak nie umyjesz to przyjdą robaczki – próchniaczki i wszystkie zęby ci wypadną !
– Mamo, to są zęby mleczne, one zawsze wypadają…

Wieczorem Franek mnie zawołał. Nie zareagowałam tak szybko, jak by chciał i zaczęła się rozpacz. Płakał i płakał. Szlochał jeszcze nawet w kąpieli i nie dało się z nim porozmawiać. W końcu, pomiędzy jednym wdechem a drugim pytam:
-Franiu, ale czemu płaczesz, przecież jestem…
-Bo cię wołałem a ciebie nie było. Nie chciałaś przyjść. A ja czekałem i czekałem i płakałem a ty mnie zostawiłaś. Cały dzień płakałem. A ciebie nie było. Tak się nie robi mamo, wiesz? Nigdy więcej tak nie rób, zgoda? Bo ty mnie zostawiłaś a ja sam płakałem cały dzień i nikt nie przychodził. I mnie zostawiłaś w tym lesie i ja się bojałem i płakałem, a tam były dziki! Takie straszne dziki…

– Mamo, jak się nazywa samochód mój?
– Daihatsu.
– Dlaczego?
– To taka marka.
– Nie, to mój a nie Marka!

Ignaś miał dzisiaj mały wypadek. Siedzimy przy kolacji, Franio pyta:
– Mamo, czemu jesteś zasmucona?
– Martwię się o Ignasia, spójrz, jaki ma plasterek na buzi. Bolało go.
– To może kupimy nowego Igasia?

– Kocham cię – szepcze mi Franek do ucha, a ja się rozpływam
– Ja ciebie bardziej – odszeptuję
– Ja też – na to on
– Jesteś kochanym synkiem…
– Ty też…

– Franiu, fajnie było w przedszkolu?
– Tak
– Co robiłeś?
– Wszystko.
– Która zabawa ci się podobała?
– Yyyy, inna.
– A co było najciekawsze?
– Nie wiem, nie pamiętam