Mama wraca do pracy

http://www.jestrudo.pl/portfolio/51496-2/

Niedawno ktoś mnie zapytał, kiedy wróciłam do pracy po urlopie macierzyńskim i w pierwszym odruchu chciałam powiedzieć, że niedawno, jakieś trzy miesiące temu. A przecież faktycznie za trzy miesiące minie rok, odkąd znów co rano podpisuję listę obecności.

Chyba żaden rok nie doświadczył mnie tak ciężko fizycznie, żadne trudy wczesnego macierzyństwa nie były tak trudne jak te ostatnie miesiące. Wiem, wiele matek wraca do pracy i jakoś to wszystko godzą, ja też godzę, ale jednak jest to okraszone dużym wysiłkiem i rezygnacją z wielu rzeczy po drodze.

Kiedyś wydawało mi się, że nie mam na nic czasu, że wciąż pracuję, spotykam się ze znajomymi, gdzieś jeżdżę, coś załatwiam itp. Potem urodził się Franek i czas przyspieszył. Po drugim porodzie pędził już niekontrolowanie, a dzisiaj… ucieka z prędkością światła.

Zanim wróciłam do pracy bardzo to przeżywałam, no bo jak ja dam radę, jak ja to pogodzę, jak mam dzień zorganizować, żeby wszyscy byli najedzeni  a dom posprzątany, żebym ja nie padła z wycieńczenia, żeby jeszcze mieć czas dla chłopców i męża. O czasie dla siebie nie myślałam, po prostu liczyłam, że się znajdzie.

O moich rozterkach z tego okresu możesz poczytać tutaj: Coś się kończy…

Nie lubiłam słuchać, że inne matki sobie radzą, że niektóre mają gorzej, bo nic mi to nie dawało. Wolałam słuchać, jakie ktoś ma pomysły na lepszą organizację, jak planuje dzień, jak wygląda gotowanie itp. Najbardziej chyba pocieszała mnie ciocia, która wprost mówiła, że pierwsze dwa-trzy miesiące będą ciężkie, zanim odnajdę się w nowej rzeczywistości i wypracuję nową rutynę. Dlatego mając tą wiedzę nie załamywałam się w pierwszych tygodniach myśląc, że inne matki sobie radzą a ja nie. Przetrwałam najgorszy okres, choć miałam chwile załamania. Bo w powrocie matki do pracy nie chodzi tylko o matkę. Dzieci też muszą przyzwyczaić się do zmiany, a w przypadku mojego młodszego syna nie było to łatwe. Kiedy wracałam z pracy i nocami odreagowywał swoje emocje. Na szczęście to, co najgorsze, minęło po jakichś czterech miesiącach.

Największym problemem było dla mnie takie zorganizowanie dnia, żebym przez te kilka godzin po południu zdążyła zrobić zakupy, ugotować, posprzątać, pobawić się z dziećmi, poczytać na dobranoc i utulić do snu. I żebym nie usnęła razem z nimi, bo po takim przebudzeniu trudno się pozbierać.
Najszybciej zorganizowałam się w kuchni, o czym możesz poczytać tutaj: Ciepła zupa codziennie i moje pomysły na szybkie przygotowywanie obiadu
Dzisiaj mogę już śmiało powiedzieć, że jest o wiele łatwiej niż na początku, jestem już chyba perfekcyjnie zorganizowana, znajduję coraz więcej czasu dla siebie, o czym może świadczyć choćby fakt, że znowu zaczęłam wieczorami szyć. Na pewno jest to po części powodowane tym, że chłopcy są coraz bardziej samodzielni, sami mogą sobie wziąć jedzenie z lodówki (jaka to ulga dla matki, że raz na jakiś czas zadowolą się serkiem na kolację), bawią się razem, latem wystarczy im kawałek ogródka do biegania.

Tym wpisem chciałabym pocieszyć inne mamy, które obawiają się powrotu do pracy. Dajcie sobie czas, nie starajcie się być perfekcyjne od początku. Na pewno odnajdziecie się w nowej rzeczywistości, ale dajcie sobie czas.

Kilka tygodni temu Agnieszka z bloga Mała rzecz, a cieszy zaprosiła mnie do napisania gościnnego wpisu z cyklu „Mama wraca do pracy”. Możecie go przeczytać tutaj, serdecznie zapraszam.

  • Sylwia Antkowicz

    Ja wróciłam do pracy 5 miesięcy temu. widzę postęp w mojej organizacji, ale też w pewnych kwestiach ciągle kuleje. Czasem zakupy są świetnie zorganizowane, czasem lodówka świeci pustką. Sprząta częściej mój partner.