Dlaczego nie pojechaliśmy do Białowieży czyli rzecz o Ziołowym Zakątku

Plan był taki, że rano, zaraz po śniadaniu wyjedziemy do Białowieży. Do celu mamy jakieś 100 km, więc spokojnie pojedziemy, zahaczymy o drezyny, może spotkamy żubra. Przy dobrych wiatrach dojedziemy do Kruszynian na tatarski obiad lub kolację i nocą wrócimy do domu. Tylko po drodze wstąpimy na chwilę do Ziołowego Zakątka. Żeby kupić trochę ziół. No i zobaczyć, dlaczego tak dobrze o nim mówią. I cóż mogę Wam powiedzieć… Z Ziołowego Zakątka wyszliśmy po południu, zmęczeni chodzeniem, najedzeni po same uszy, zachwyceni. Zdziwieni ogromem terenu i jego pięknem. Oczywiście do Białowieży nie dojechaliśmy, nawet już nie chcieliśmy, bo po tylu wrażeniach kolejne wspaniałe miejsce chyba by nas tak mocno nie zauroczyło, jak powinno.

 

Czym jest Ziołowy Zakątek? To pomieszanie skansenu z ogrodem botanicznym, mini-zoo, studium zielarskim i bazą turystyczno – noclegową (podobno obsłużą i konferencję i wesele). Teren oddalony jest od miasta, wokół same podlaskie lasy, pola i wsie (poza wielką hurtownią ziół tuż obok wejścia), co daje sielską, leniwą atmosferę i to, co lubię najbardziej, namacalny kontakt z naturą. Na stronie Zakątka (www-KLIK) można przeczytać:

Wśród malowniczych pól i lasów dziewiczego Podlasia, z dala od miejskich zanieczyszczeń i zgiełku cywilizacji, ulokowany jest Ziołowy Zakątek. Miejsce to tchnie spokojem i sielskością życia, które tutaj wydaje się zwalniać i toczyć swoim leniwym tempem, zgodnym z naturą i cyklami pór roku.

Chętnie zostałabym tutaj na cały weekend, bo rzadko ma się okazję nocować w zabytkowej chacie i być budzonym pianiem koguta, poza tym ceny noclegów nie są wcale wysokie. A do dyspozycji jest też basen i rowery.

Na początku poszliśmy na lody. Jak zwykle ostatnio. Ja dostałam loda o smaku pokrzywy z miętą, Maciek o smaku czystka i pigwy. Pycha!

Za wstęp do ogrodu botanicznego zapłaciliśmy po 8 zł od osoby. Nie jest to dużo biorąc pod uwagę, jak wiele pracy trzeba włożyć w utrzymanie takiego gospodarstwa, zakup nasion i nasadzeń, ciągły rozwój (rok temu podobno nie było wielu atrakcji).

Wyobraźcie sobie, jak to wszystko pachnie, jak jest kolorowo, ile owadów obrabia te kwiaty…

Jest tu zabytkowy kościół, w którym raz na jakiś czas odbywają się msze i przypuszczam, że gdyby ktoś wynajął teren na wesele to i ślubu w tym kościółku mu udzielą.

Bzyczenie momentami brzmiało, jakby startował odrzutowiec. Nigdy nie słyszałam go w takim natężeniu.

Są tu rośliny wszelkich odmian, od kwiatów, przez dynie, nawet po marihuanę (a przynajmniej nam tak to wyglądało). Kwiaty – we wszelkich możliwych kolorach. Ten mak mienił się od fioletu przez malinowy po fuksję. Niesamowite!

Wiele tu miejsc, w których można usiąść i odpocząć albo zjeść podwieczorek, dlatego warto zabrać torbę z przekąskami. W takich okolicznościach zwykła kanapka smakuje o wiele bardziej.

Plac zabaw przy zwiedzaniu z dzieckiem to obowiązkowy punkt programu. Tutaj oczywiście też jest. I to jaki! Całkowicie naturalny, żadnych plastików (poza zjeżdżalniami), tandety, w większości z drewna, dzięki czemu ładnie wtapia się w krajobraz. Zauważyliście go na którymś z poprzednich zdjęć? Nie? A właśnie, że jest w tle 😉

W małym sklepiku można kupić chyba każde występujące na tej szerokości geograficznej zioła. Być może znacie je ze swojego sklepu osiedlowego, to Dary Natury (www-KLIK), ja je znam już od kilku lat i mam kilka ulubionych. Oczywiście z pustymi rękami stąd nie wyszliśmy, dźwigaliśmy kilka toreb, bo przecież trzeba kupić i mamie i cioci i sobie, i jeszcze raz sobie 😉

Do teraz żałuję, że nie mieliśmy już siły na wizytę w sklepie z rękodziełem. Ale może to i dobrze, bo przynajmniej na paliwo na powrót nam wystarczyło.

Jest tu też mini zoo. Igi ganiał kaczki i gęsi, głaskał owieczki, przyglądał się świnkom, królikom. W tle muczała krowa, ale ciężko nam było stwierdzić, czy to z Zakątka czy okolicznej wsi.

Jedzenie. To rzecz najważniejsza dla mnie. Ominęliśmy klimatyzowaną restaurację (karczmę) i poszliśmy na obiad do … stodoły! Usiedliśmy na siennikach i z wielkim apetytem zjedliśmy chłodnik z ogórków, pierogi z soczewicą i świeżonkę. Pewien dumny kogut łypał na nasze talerze głodnym okiem, ale nie odważył się wskoczyć na stół.

A kiedy my jedliśmy to Igi buszował po placu zabaw sprzed lat. Sama jeszcze pamiętam radość ze skakania na sianie. Moje dziecko trochę nieufnie podeszło do pomysłu, ale starsze dzieci nie miały oporów.

Ominęliśmy kilka atrakcji, bo jednak zwiedzanie z dwulatkiem nie jest łatwe. Ale warto, naprawdę warto tam pojechać i wszystko zobaczyć, powąchać, posłuchać odgłosów natury. Pewnie jeszcze nie raz tu wstąpię, bo pokochałam to miejsce.

Ziołowy Zakątek znajduje się na Podlasiu, w miejscowości Koryciny, w okolicach Ciechanowca. Strona internetowa Zakątka: http://ziolowyzakatek.pl/

  • Angelika Waleszczak

    Jejku jak pięknie 😍 uwielbiam takie śliczne tereny.

  • Marlena Hryciuk

    Wspaniałe miejsce. Lubię takie klimaty 🙂 zapisuje miejsce na pomysł na kolejną rodzinną wycieczka. Kochamy przyrodę więc na bank z czasem pojedziemy i tam 🙂

  • Anna K

    Ale pięknie! <3

  • Nie wiedziałam, ze takie miejsca istnieją! Chętnie odwiedzę.

  • Uwielbiam takie klimaty. Chętnie zostałabym tam na dłużej 🙂

  • mm… aż chce się tam być pomimo tych wszystkich pszczół baków… bosko tam i jakie fajne atrakcje dla dzieci może też kiedyś się tam wybierzemy 😀

  • Maluch w domu

    To musi być bardzo urokliwe miejsce.

  • Niko Nikodem Sadlowski Sadłows

    Piękne zdjęcia. Piękne miejsce. Chętnie się tam z moimi dziećmi wybiorę

  • Sylwia Antkowicz

    Piękne miejsce. Bardzo podoba mi się ten drewniany plac zabaw, a i skakanie na sianie musi być dla dzieci dużą atrakcją.